niedziela, 13 stycznia 2013

Święta Bożego Narodzenia 2012 (+6 buraków)

Miałem powrzucać w odpowiednie dni, ale tak późno, to postanowiłem wrzucić wszystko w jednym poście.

Zbiorowa nagroda na przykładzie
23 grudnia w Smyku kupowaliśmy prezent i oczywiście pomimo wszystkich kas otwartych, kolejka nie była krótka. I oczywiście znalazł się gość, który musiał najpierw sobie, a potem przez telefon ponarzekać, że tyle ludzi jest. No kto by się spodziewał, że w sklepie z zabawkami, w przeddzień Wigilii ludzie będą coś kupować! Aż strach takiego osobnika byłoby puścić gdzieś za granicę. W Anglii, w HMV, gdy byłem na dużo wcześniej niż 1 przed Wigilią, kolejki były ogromne, a części towaru już nie było.
Tak więc wszyscy, którzy nie spodziewali się, że w sklepach będzie tyle ludzi, dostają ode mnie odznakę honorowego niespodziewalnika.

Buraczek w sklepie (1)
Nie wiem, o co poszło, ale jak wędrowałem z wózkiem 23go albo 22go po Carrefourze, to ujrzałem, jak z ust mężczyzny pchającego wózek z może 4 letnią dziewczynką na pokładzie wydobywają się takie oto słowa "warchlak jebany". A za nim pojawiła się pulchniutka kobieta, obok wózek, a obok pulchniutki facet. Też coś mruczał pod nosem, ale nie brzmiało to na przekleństwa. Sprowokował jednak owego kochającego i dającego dobry przykład tatusia, gdyż ten obrócił się i rzekł do pulchniutkiego "Co, chcesz się bić? To dawaj! No wyjdź przed sklep, kurwo!"

Buraki pastewne (2+3)
Pasterka. Dla niektórych jest to jedyna msza w roku, na którą idą. A mogliby nie iść i zostać w domu. Byliśmy wcześniej i stoimy z tyłu. Spokój cisza, ludzie się gromadzą, niektórzy umierają z przejedzenia, inni modlą się, a inni gibają. Ale nie wszyscy, bo oto chłopak z kobietą (albo szybko starzejącą się dziewczyną) chichrają się. Ok, myślę sobie, wytrzymam jeszcze troszkę, ale w końcu zwrócę uwagę. Sytuacja tak trwa z minutę albo dłużej i w końcu patrzę na chłopaka. A ten w końcu odwzajemnia spojrzenie i z uśmiechem:
"Wszystkiego dobrego!"
Kozak. Myśli, że w ten sposób pokaże mi, jaki to on nie jest dobry i wychowany, a ja świnia mu zabraniam gadać w kościele. To ja też przykozaczę:
"Naprawdę nie musicie tutaj być, możecie wyjść przed kościół i jeszcze chwilę pogadać, a możecie też pójść do domu i się tutaj nie nudzić."
Coś odburknął cicho.
"Przepraszam? Nie usłyszałem."
"Wszystko możemy" z uśmiechem.
"Ale nie tutaj."
"Przepraszam" speszono-skruszony odrzekł i już nie gadali.
No ale każda nisza musi znaleźć swojego mieszkańca, więc po chwili trzy nowo przybyłe osoby za mną zaczęły gadać, ale bardziej bezpośrednio już się zwróciłem do nich i poprosiłem o uciszenie.
Jeśli już ktoś się decyduje chodzić do kościoła, to niech przestrzega pewnych ogólnie przyjętych zasad. Jak idzie do kina, to przecież też nie gada w trakcie filmu. A nie... Zaraz. Gadają. A ja ich uciszam. A potem są czasami awantury i po mojej stronie stają czasami dresiki albo ochrona kina (ale w tym przypadku to nie byłem jedynym, który zwracał uwagę. I to nawet nie ja zacząłem :) ).

Psia buraczka (1)
Jeśli ktoś wychodzi z psem, nad którym nie jest w stanie zapanować, to niech go nie spuszcza ze smyczy. Jeszcze jest ok, jak pies jest miły i sympatyczny, ale za swojego Baltazara nie mogę ręczyć, bo krótko go mamy, a do niektórych psów potrafi być bojowy (jasne, że zawsze czeka aż tamten zawarczy, ale zanim będę go pewien, to w miejscu, gdzie może się pojawić więcej psów, wolę go nie spuszczać). A tu idzie kobita, a dwa metry przed nią pies, który ledwo zobaczył Dafi i Baltazara, to od razu do nich biegnie i warczy. No to wchodzę przed Baltazara, bo Dafi zignorowała (na ogół reaguje dopiero wtedy, gdy Baltazar zacznie hulać) i mówię do kobity, żeby wzięła psa na smycz, a ta woła psa i dopiero po chwili biegnie do niego. Wkurzyłem się i zacząłem bez obelg mówić zdecydowanie podniesionym głosem, że nie powinno się psa spuszczać ze smyczy, jeśli się nie jest jego pewnym. Podbiegła do psa i zamiast go za obrożę złapać i spróbować zapiąć smycz albo odciągnąć trzymając cały czas, to zaczyna go bić smyczą. Wtedy zacząłem już na nią krzyczeć, żeby przestała bić psa, bo skoro ona nie potrafi nad nim zapanować, to czemu on jest winien. A ta dalej trzepie psa smyczą. To ja dalej, że mogę straż miejską wezwać, skoro bije psa. Pies ogon podkulił i zaczął uciekać.
Nie jest to odosobniony przypadek, gdy ktoś nie potrafi zapanować nad swoim psem, a spuszcza go ze smyczy, bo nie chce mu się za nim chodzić w kółko. A jeszcze kupy zbierać? Arystokracja nie zbiera kup, a przecież żyjemy w kraju samych dam i hrabiów.