"W końcu nie trzeba biegać w szpilkach po śniegu o drugiej w nocy w poszukiwaniu taksówki, tylko można się skupić na rzeczach naprawdę istotnych w życiu".
Od kilku dni co chwilę to w radiu słyszę.
Dokładnego cytatu nie pamiętam, ale tak pewna pani w radiu opisała antysylwestra organizowanego przez benedyktynów w Tyńcu. Przeciwko samej idei spędzania sylwestra w ten sposób absolutnie nic nie mam, ale wydaje mi się, że jest trochę osób, które chcą w ten sposób spędzić sylwestra tylko po to, aby pokazać, jacy to są anty. Pójście do łóżka o 22giej i poczytanie książki nie robi takiego wrażenia, jak wyprawa do klasztoru i modlenie się o 23ciej.
Sam jestem po części burakiem w ten sposób kpiąc z tych ludzi, którzy w moim domyśle, w czasie modlitw będą zastanawiać się nad tym, jak to będą opowiadać wszystkim, jak to sylwestra spędzili, bo miasto i zgiełk oraz głośne imprezy to nie dla nich. Podkreślam jednak, że rozchodzi mi się o część ludzi, gdyż nie spodziewam się, aby wszystkie 85 miało takie podejście.
I wracając do cytatu (no, bardziej przytoczenia myśli, bo dokładnie słów nie pamiętam), to czy naprawdę nie ma nic pomiędzy lataniem na imprezę sylwestrową, a wyprawą do klasztoru? Nie można spędzić sylwestra w domu na spokojnie? A poza tym nie da się zastanowić nad "rzeczami naprawdę istotnymi w życiu" każdego innego dnia i myśleć o tym.
Czarno-biały świat w odcieniach buraczanych.
Od kilku dni co chwilę to w radiu słyszę.
Dokładnego cytatu nie pamiętam, ale tak pewna pani w radiu opisała antysylwestra organizowanego przez benedyktynów w Tyńcu. Przeciwko samej idei spędzania sylwestra w ten sposób absolutnie nic nie mam, ale wydaje mi się, że jest trochę osób, które chcą w ten sposób spędzić sylwestra tylko po to, aby pokazać, jacy to są anty. Pójście do łóżka o 22giej i poczytanie książki nie robi takiego wrażenia, jak wyprawa do klasztoru i modlenie się o 23ciej.
Sam jestem po części burakiem w ten sposób kpiąc z tych ludzi, którzy w moim domyśle, w czasie modlitw będą zastanawiać się nad tym, jak to będą opowiadać wszystkim, jak to sylwestra spędzili, bo miasto i zgiełk oraz głośne imprezy to nie dla nich. Podkreślam jednak, że rozchodzi mi się o część ludzi, gdyż nie spodziewam się, aby wszystkie 85 miało takie podejście.
I wracając do cytatu (no, bardziej przytoczenia myśli, bo dokładnie słów nie pamiętam), to czy naprawdę nie ma nic pomiędzy lataniem na imprezę sylwestrową, a wyprawą do klasztoru? Nie można spędzić sylwestra w domu na spokojnie? A poza tym nie da się zastanowić nad "rzeczami naprawdę istotnymi w życiu" każdego innego dnia i myśleć o tym.
Czarno-biały świat w odcieniach buraczanych.