poniedziałek, 31 grudnia 2012

Ale! dyrektory

Nie jestem za pan brat z facebookiem, więc dopiero wczoraj odkryłem, że oprócz wiadomości "normalnych" od ludzi, z którymi mam częstszy kontakt, są też "inne" - od reszty. Zauważyłem, że mam 9 innych wiadomości. Jedna z 10 grudnia. A oto i ona (zachowuję oryginalną pisownię):

Wojciech Słupski

Po pierwsze gościu, to jesteśmy dyrektorami tego Teatru!!!!!, także źle trafiłeś ze swoim postem!!!!!!!!!

Pierwsze skojarzenia okazały się prawdziwe, gdy poszukałem, w jakim to teatrze pracuje Wojciech Słupski. "Ale! Teatr". Zatem ten passat to był burakomobil.

Nie wiem, co musiało się przydarzyć w życiu Wojciecha Słupskiego, że tak traktuje zwierzęta i innych ludzi oraz uważa, że bycie dyrektorem jest gdzieś tak pomiędzy panią z dziekanatu, a Bogiem. Jeśli już bym wydzierał się na pracownika dowolnej instytucji/firmy, a potem ktoś by na stronie mojej firmy, w której jestem dyrektorem, tudzież współproducentem i koordynatorem pracy artystycznej, jakąś uwagę do mnie, to jeśli zdecydowałbym się ją usunąć, to przynajmniej nie pisałbym do owej osoby potwierdzając jej przypuszczenia (a na to wskazywał komentarz mój na facebookowej stronie "Ale! Teatr") jednocześnie podając "namiary" na siebie. A jeśli już jednak by mnie coś podkusiło, aby napisać, to postarałbym się, aby miało to jakikolwiek sens i wyglądało w miarę normalnie.

Chociaż może jak się jest dyrektorem teatru, to otrzymuje się ponadnormowy przydział wykrzykników. A jednocześnie aż mi smutno, że nie pojawiła tam się ani jedna jedynka.

Na pewno za to taki teatr pokazuje, jak bardzo kultura (osobista) może być daleko od kultury (sztuki). Chciałem napisać, że teatr to ma być ten kaganek sztuki, siedlisko kultury, które promieniuje na ludzi. I że każda osoba z nim związana powinna także w swoim życiu osobistym, reprezentować w należyty sposób tę instytucję. Niestety nie mogę. Nie są przecież syndromem naszych czasów skandale i szok towarzyszący artystom. Nie jest też zrównanie teatru do interesu i mam wrażenie, że takim tworem jest "Ale! Teatr".

Nie chcę dopuścić do świadomości tego, że koordynatorem pracy artystycznej jest takie indywiduum. Cóż.

Szumu dużego nie zrobię, bo nie mam jak (chyba, że ktoś chce pomóc), ani w sumie po co. Robienie szumu by dało tylko rozgłos "Ale! Teatrowi", który w tej chwili ma 202 like'i na facebooku. Nie jest to żaden wymierny sposób badania popularności i jakości dowolnej instytucji, bo może działają od niedawna, bo może są bardzo niszowi, albo tak niezależni, że nie zależy im na tym, aby ktoś ich lubił. To ostatnie nawet tłumaczy zachowanie dyrektorów.

Mógłbym zrobić koszulki z nadrukiem, kupić kilkadziesiąt kartonów soku z buraków, pluszowego psa, spiknąć kilka osób i zrobić happening pod "Ale! Teatrem", lecz w tej chwili mam lepsze rzeczy do roboty. No chyba, że pojawi się kilku zapaleńców, którzy by chcieli w tym uczestniczyć ;)

A co w ogóle zrobiłem z tą odpowiedzią? Napisałem zrównoważone i uprzejme pismo do wszystkich adresów, które znalazłem na stronie "Ale! Teatru". Nie jest to dużo i nikt dyrektora nie ruszy. To znaczy właściciel może, chociaż nie sądzę, aby coś zrobił. Może przynajmniej osoby współpracujące z teatrem, oraz inni współpracownicy, w tym i podwładni, uśmiechną się, gdy przeczytają wypowiedź Wojciecha Słupskiego.

Po konsultacji z Internetem udało mi się ustalić, że ten krzyczący na weterynarzy, co parkuje, jakby był samym Bogiem, to właściciel Grzegorz Smarz, a ten w dresie, co nie potrafi zapanować nad psem i szarpanie oraz kopniaki uznaje za dobre metody wychowawcze, to koordynator pracy artystycznej Wojciech Słupski.

I teraz będę musiał się pogodzić z myślą, że to właściciel teatru. Trudno.

Mam nadzieję za to, że doczekam się odpowiedzi i dowiem się co "po drugie".

Bo jestem niezły gość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz